GENEZA

OPUBLIKOWANO  19.07.2014

 

To się w końcu musiało stać…

Z jednej strony kumple po wypadkach motocyklowych, z drugiej „kulawi”- niepełnosprawni, którzy sami tak o sobie mówią, a których poznałem w ciągu ostatniego roku. Niesamowici ludzie, w dodatku żyjący inaczej, niż to sobie wyobrażałem. Nie narzekają na swój los, nie marudzą, biorą życie jakim jest ciesząc się każdą chwilą. Nie oczekują pomocy, współczucia, użalania się nad nimi, chcą być traktowani jak wszyscy. Wycofani z wyścigu o nie wiadomo co i do nie wiadomo dokąd żyją tak, by żyć, nie mieć. Patrzę, podziwiam i się uczę. Słucham, rozmawiam i się dziwię za każdym razem coraz mniej. Że to normalni ludzie, że nie muszę się jakoś specjalnie zachowywać. Wracając z Mistrzostw Polski w kolarstwie czułem ulgę, że tutaj nic na siłę, że tu nie ma lepszych i gorszych, że jest świetny klimat i świetna ekipa.

 

Potem wyjazd na zawody w narciarstwie alpejskim, już jechałem jak do swoich. Wciągnąłem w tę zabawę kumpla od motorów, po ciężkim wypadku motocyklowym długo dochodził do zdrowia, potem nie mógł się odnaleźć jako kaleka. Wśród „kulawych” odżył, zobaczył, że można, że to nie koniec. Od dziecka jeździł na nartach i myślał, że już nigdy nie stanie na stoku. Nie dość, że stanął, to wziął udział w prawdziwych zawodach. Pierwszy raz założył numer startowy, jechał między tyczkami, słysząc spikera i doping publiczności. Przyjechał na końcu, ale widok jego roześmianych oczu- on tu wygrał. I będzie teraz wygrywał wszędzie…

 

A skoro będzie wygrywał wszędzie, to dlaczego ma nie wygrać w trakcie mojej kolejnej podróży, którą zaplanowałem na wrzesień. I tak narodził się motocyklowy projekt z udziałem niepełnosprawnych:

TO NIE KONIEC DROGI

czyli podróż do Rumunii, której celem są dwie kultowe drogi- DN67C Transalpina i DN7C Szosa Transfogaraska:

                           DN67C                                        Transalpina road crossing the mountainsAutorem zdjęcia jest Catalin Petolea


 DN7Cszosa-transfogaraska1Autorem zdjęcia jest Horia Varlan

Wyprawę organizujemy sami, więc przyda się każda pomoc. Również finansowa. O budżecie wyprawy, o tym kto i jak nam pomaga napiszę później, a tymczasem Stowarzyszenie „Ducati Bez Granic” udostępniło konto, aby każdy mógł wesprzeć akcję:

Stowarzyszenie „Ducati Bez Granic”
Bank Raiffeisen Polbank S. A.
42 1750 0012 0000 0000 2593 7147

 z dopiskiem „To nie koniec drogi”

Można również wesprzeć projekt na platformie społecznościowej PolakPotrafi:

 63d30f7997db0bbb9bc8ea2b8d19bbb9.big

Projektem „To nie koniec drogi” zainteresowana jest TVP, co oczywiście nie znaczy, że wkrótce staniemy się motocyklowymi celebrytami. Nie o to chodzi w tym sporcie. Kulawa Drużyna Pierścienia, Sworznia i Cylindra wygląda- jak ktoś kiedyś zgrabnie określił na „za dużo nieszczęścia w jednym miejscu”- ale facet z kulą, facet z protezą i zakrzepicą oraz facet z bezwładną ręką to będzie naprawdę wyjątkowa ekipa. Tak, jak wyjątkowe są dwie rumuńskie drogi.

Piszmy więc baśń o Kulawej Drużynie, współczesną wersję „Wędrówki Pyzy”, gdzie zamiast hasła „Kobiety na traktory” zawołamy „Kulawi na motory”! A jako zapowiedź przyszłych wydarzeń Kaśka na polskich dróżkach i Marek za sterami. Zostańmy przez chwilę jego pasażerami:

 

„Świat się zmienia, mówi mi to woda,

mówi mi to ziemia, wyczuwam to w powietrzu”

– tak zaczyna się film Jacksona. I te słowa najlepiej oddają to, co zaczęło się dziać po pierwszym wpisie. To już nie zwykła motocyklowa podróż, to droga, którą każdy Kulawy Druh odbywa we własnej głowie. Droga wewnętrzna, niepubliczna, wręcz prywatna, z własnym kodeksem drogowym, ograniczeniami i zakazami. Zakazami? Jakimi zakazami? Dla nas nie ma zakazów i ograniczeń, bo na tej drodze „Jeszcze krok i będziemy dalej niż kiedykolwiek w życiu”.

I zacznie się jazda.. Nasza Góra Przeznaczenia leży w rumuńskich Karpatach, gdzie na wysokości ponad 2000 m n.p.m. przecina ją Trasa Transfogaraska, droga tym razem jak najbardziej publiczna i realna, chociaż w normalnym świecie nie powinna w ogóle powstać. Symbol rumuńskiej dyktatury, szalona wizja stworzona z milionów kilogramów dynamitu i czterdziestu ludzkich istnień. 500 lat wcześniej swój ślad zostawił tutaj Książę Drakula- ruiny jego zamku to odpowiednie miejsce na pożegnanie własnych demonów i rozpoczęcie nowej drogi.

Jak widać- symboli, analogii, dróg wewnętrznych, zewnętrznych i życiowych aż za dużo. Kończę więc z obawy o stan naszych motocykli, albowiem wiele możemy spalić w ogniu Góry Czerwonego Płomienia, ale akurat pierścienia nie możemy. I tutaj Tolkien by się pogniewał, no cóż.. Nie przewidział, że współcześni jeźdźcy będą latać na motocyklach, nie na Smokach. Czy innych skrzydlatych bestiach. Im pierścienie nie potrzebne, a w motocyklu to ważna rzecz, tłok i cylinder również. Ustalmy więc, że każdy wrzuca w ogień to zło, które nosi w sobie, zrzuca maski, kajdany, kule u nogi, plecak z wyolbrzymionymi problemami, niezapłacone mandaty, zamyka oko Saurona, otwiera serce i bierze głęboki oddech, bo:

„Oto mądrości ostateczne słowo:
Ten tylko wolność zasłużył i życie,
Kto je zdobywa wciąż na nowo”

J. W. Goethe, Faust

Skoro ustaliliśmy, że nie palimy żadnych części motocyklowych możemy zająć się dokładnym planowaniem podróży. I tu zaczynają się schody.. Bo ile kilometrów dziennie może przejechać Kulawy na motorze pamiętającym II Wojnę Światową? Albo na motorze z koszem nie pamiętającym nic, bo kto jeszcze pamięta ZSRR? Ja obstawiłem średnią 200 km dziennie i.. wyprawa natychmiast przedłużyła się o kilka dni. Trudno, jak szaleć to szaleć- dokładam dzień zapasu i wychodzi równe 10 dni. Na 2500 km. Średnia jakoś nie wyniosła 200km, hmm… Muszę nad tym popracować.

Ważne, że mamy termin wyjazdu, grunt to od czegoś zacząć. Tutaj nie było żadnych nieścisłości, ustaliłem wrzesień- jedziemy we wrześniu. Precyzja wręcz zegarmistrzowska. Dzień, miejsce i godzina? W tym wyręczyli mnie organizatorzy imprezy, od której wszystko się zaczęło. Kulawa Drużyna Pierścienia i Innych Gratów wystartuje z miejsca, gdzie odbędą się tegoroczne Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Szosowym Niepełnosprawnych. Zostaliśmy zaproszeni przez Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo – Rehabilitacyjne START i w dniach 4-7.09.2014 będziemy dopingować Przyjaciół na rowerach, a ostatniego dnia zawodów,

w niedzielę 7.09.2014 o godz. 12:00 ruszamy w Stronę Przeznaczenia.

W zasadzie już miałem sobie darować Tolkiena, ale jakoś nie mogę się rozstać z jego baśniowym światem. Jednak czym skorupka za młodu… Pamiętam, jak mój tata przytargał do domu wielką cegłę i wręczając mi ją oznajmił, że mam kilka wieczorów z głowy. Kilka??? Ojciec! Do dzisiaj pamiętam, jak spojrzałem na tę książkę i pomyślałem, że dni mi zabraknie na przeczytanie tego. Dwa dni później już go molestowałem o kolejne tomy.. Hobbici, Silmarillion. A potem zespół Marillion i klub Fugazi. I tak w moim życiu bajkowy świat miesza się ze światem rzeczywistym, czasami chyba nawet lepiej, że do końca nie wiem, który jest który…

Weźmy na przykład naszą niekulawą podróż z kulawymi motocyklistami, z których jeden ma na nazwisko Kulawski. Tolkien byłby z nas dumny i chyba nawet sam by nie wymyślił takiego scenariusza. Tu mała dygresja dla tych, którzy nie czytali wcześniejszych wpisów: kulawi to określenie niepełnosprawnych, które zaczerpnąłem z ich języka. Takie jedno niewinne słowo, a nauczyło mnie o nich więcej niż do tej pory wiedziałem. Kocham ten ich dystans, poczucie humoru i przyjmowanie na klatę tego, co daje życie. To przecież oni pokazali mi, że wypadek, trwałe uszkodzenie ciała, ciężka choroba czy inne zdarzenie to nie koniec drogi. Bo przecież kompas dalej działa, paliwo dalej krąży w żyłach, a że czasami trzeba zjechać z autostrady? Może to i lepiej. Jadąc wolniej można więcej zobaczyć, a na bocznych drogach dzieją się rzeczy o wiele ciekawsze. Sam tego doświadczyłem na niemieckiej Romantische Straße i doświadczam tego co dzień, od kiedy zadałem sobie pytanie:

Dokąd biegnę, dokąd biegnę?
Nie wie nikt, nie wie nikt
Dokąd gnam?!

TSA- Maratończyk

A, że idąc bocznymi drogami dochodzi się do celu pokazał nie kto inny, jak nasz ulubiony kurier Frodo Baggins, dostarczając cenną przesyłkę wprost do odbiorcy. No może nie wprost, musiał trochę improwizować zanim skończył robotę. Pamiętajmy więc, że „są inne drogi, inne ścieżki”, wyścig zostawmy szczurom a górę przeznaczeniu. Nie każdy jest kowalem pierścieni za to każdy jest kowalem losu, więc nikt nie będzie za nas decydować, czy gramy dalej czy pas. A na pewno nie za Roberta:

 

Wracamy do podróży (mam nadzieję, że to czytasz, wujku Tolkienie), której planowanie sprawia mi coraz większą przyjemność, bo ciągle coś mnie zaskakuje. Chociażby pierwszy nocleg, połączenie moich pasji w jednym miejscu- węgierski pensjonat o wszystko mówiącej nazwie Magyar Route 66. Magyar Route 66

Zgadnijcie, co jest na zdjęciu facebookowej strony tego pensjonatu? Wujek Tolkien wie? Nie, nie hobbici! Podpowiem- na zdjęciu jest motor. Czerwony motor. TAAAAAK! Właśnie TEJ marki. I tak właśnie wszystkie trybiki tej machiny, która kręci naszym losem zaczynają pięknie współpracować ze sobą, a jedyny zgrzyt jaki słychać to zgrzyt zmiany biegów w moim Ducati. Uwierzcie, że można ten zgrzyt pokochać…
Pierwszy dzień trasy zapowiada się więc jako Route Ring 66. Będę miał znowu swoją ukochaną Amerykę i to bez latania przez ocean. Też z Harleyem i też z Parkiem Narodowym, tym razem w wersji słowackiej. I w wersji, za którą przyznaję trasie dodatkową szóstkę- Park Narodowy „Słowacki Raj” przypomina o tym, że przed nami Droga Przeznaczenia, demony do pokonania i coś do spalenia. Potem już tylko coraz bliżej Transalpiny i Transfogaraskiej, a po zdobyciu Gór powrót przez drogi znalezione na portalu  Logo

 

– Dzień dobry.
– Co chcesz przez to powiedzieć? Życzysz mi dobrego dnia, czy wmawiasz mi, że jest dobry?

Jeśli nawet w baśniowym świecie Hobbita zwykłe powitanie może otworzyć Puszkę z Pandorą, to co dopiero w kulawym?
Ile razy te pytania zadawali sobie nasi podróżnicy? Doświadczeni przez los, który w jednej, krótkiej chwili odebrał im radość i sens życia. Dla nich dzień, noc, miesiąc, rok przestał być dobry, przestał być jakikolwiek. Ktoś wziął do ręki pilota i wyłączył kolory. A przy okazji dźwięk. Prosimy nie regulować odbiorników, bo to koniec audycji. Plansza z napisem The End. I w zasadzie byłby to koniec, gdyby nie pewna magiczna siła, która przywraca łączność. Siła na tyle zagadkowa, że postanowiliśmy się jej przyjrzeć bliżej…



LUDZIK-horz2LUDZIK-horz2




 

OPUBLIKOWANO  2.11.2014

 

To się w końcu stało…

Strona PROJEKT nie będzie już uzupełniana, projekt już nie jest projektem, mówiąc prościej – wyprawa do Rumunii za nami, o czym piszemy na kolejnych stronach. A jest o czym, zapewniam. Wrażenia niesamowite, moc dobrej energii i nowych doświadczeń. Ciekawych, zaskakujących, nieprzewidzianych. Nieprawdopodobnych, niemożliwych a jednak prawdziwych. Po raz kolejny życie pokazuje, że jest ciekawsze niż myślimy. Nie czeka na „jutro, później, nie teraz, bo teraz nie mogę.” A kiedy tylko ruszymy się z czterech ścian własnych ograniczeń, usprawiedliwień czy wymówek zaczyna się jazda. Nie tylko na motocyklu, chociaż w naszym przypadku też. I chociaż jechaliśmy głównie bocznymi drogami czułem, że nasza Kulawa Drużyna jedzie autostradą prosto do Raju, dostając rzecz najcenniejszą- wolność, spełnienie marzeń, wewnętrzną siłę. Wszystko zmienia się w złoto…

When all are one and one is all
To be a rock and not to roll.
And she’s buying a stairway to heaven…  

Led Zeppelin- Stairway To Heaven

Być skałą, ale nie kamieniem, który się toczy. Mieć serce, ale nie jak głaz a jednocześnie być twardym, nie miętkim- tak to widzę. Oto jest klucz do szczęścia, a Drużyna Pierścienia wraca z wyprawy jako Drużyna Klucza. Fakt, że po drodze trochę kluczyliśmy akurat nie ma znaczenia. KluczBoys Roads, kamizelki klubowe świeciły jak złoto, kiedy my się toczyliśmy przez Rumunię twardsi od skały.

Wróciliśmy bogatsi o wszystko. Oraz twardsi nie tylko w miejscu czterech liter, gotowi do kolejnych działań. O tym powiem wkrótce, póki co kończymy prace nad filmem dokumentalnym z podróży. Będzie dużo mocnych wrażeń, osobistych przeżyć oraz mocnych słów. Do tego świetna muzyka, którą napisał dla nas zespół:

cryouts2Jeden z moich ulubionych utworów pt. INSIDE już trafił na naszą ścieżkę dźwiękową, jako dopełnienie wrażeń z Transalpiny:

Reszta materiału wkrótce ukaże się w całości, zamykamy więc jedną stronę otwierając kolejną.

Więcej o tym, jak rozwijał się projekt „TO NIE KONIEC DROGI” Epizodach I-V, które Podróże Motocyklowe ramkapojawiały się na motocyklowym blogu rozwijając się razem z projektem. Chociaż patrząc z perspektywy czasu cieszę się, że nigdy do końca nie dojrzały, by osiągnąć ton zbyt poważny i oficjalny. Inaczej pewnie nigdy by nie powstał epizod dotyczący zbiórki funduszy na wyprawę z udziałem m.in. inżyniera Mamonia:

EPISODE V- SKARBONA PIERŚCIENIA

Piątka

Kawał życia Kulawej Drużyny Pierścienia, Tłoka i Cylindra, Rolling KluczBoysów, motocyklowych hobbytów w niekończącej się drodze …

Ale zanim Drużyna stała się Drużyną potrzebne były konkretne działania. Jedne udane, drugie mniej, trzecie wcale. Jak np. kontakt z niepełnosprawnymi motocyklistami, którzy takie podróże odbyli przede mną. Na mojego maila niestety nie odpowiedział nikt. Tydzień przed wyprawą dzwoni do mnie gość. I w pierwszych słowach:dlaczego nie skontaktowałem się z nim w sprawie wyjazdu? Chętnie pomógłby we wszystkim, bo właśnie tym się zajmuje. Aha, to chyba do Ciebie pisałem w maju? Jak to, niemożliwe! Okazuje się, że jednak, ale od tej pory jesteśmy dobrymi kumplami.  Tymczasem szukanie pieniędzy na wyprawę, tworzenie projektu finansowania społecznościowego, projektowanie logo, koszulek, kamizelek odblaskowych, planowanie trasy kilometr po kilometrze. Itd a doba ma tylko 24 godziny. O tym wszystkim pisałem na bieżąco, tutaj  powiem krótko- warto było! Kulawa Drużyna Pierścienia swoją podróżą do Rumunii  pokazała, że niepełnosprawność to nie koniec drogi. Teraz pora pokazać, że TO POCZĄTEK.
Many już plany co do kolejnej wyprawy, kolejnego Episode z życia Drużyny, szczegóły podamy wkrótce na stronie. Dojdzie nowa zakładka, za rok może kolejna… Tak, to naprawdę nie jest dla nas koniec drogi.

Tymczasem zapraszam do działu „Rumunia 2014” gdzie opisujemy drogi złote, tęczowe, bez schodów, ponieważ jesteśmy na miejscu. Czasami były to drogi bez drogi, czasami asfalt zamieniał się w wodę, a czasami nagle znikał. Po prostu, jakby ucięty nożem i zwinięty na później. Czasami drogi wyglądały zupełnie inaczej niż na zdjęciach satelitarnych, czasami nie wyglądały w ogóle. Cuda na każdym kroku, pasterze śpiewają, bikerzy klękają, owce blokują przejazd. Dobrze, że przynajmniej naklejać można było w dowolnych miejscach. Promocja musi być!

 

I gdy z wiatrem zbiegamy wzdłuż drogi,
Nasze cienie stają się wyższe od dusz…

Led Zeppelin- Stairway To Heaven

 



O

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s