Ekipa motocyklowa

Kulawa Drużyna Pierścienia, Tłoka i Cylindra chce pokazać, że wypadek nie kończy żadnej drogi. Dla uczestników wyprawy droga tak naprawdę się zaczyna- podróż do Rumunii będzie dla większości pierwszą, tak daleką motocyklową trasą. W dodatku biegnącą z daleka od autostrad i głównych dróg, nie pasujących do naszego tempa podróży.
Kiedyś w jednej, życiowej chwili musieliśmy zwolnić i znaleźć spokojniejsze miejsca wiemy więc, że jadąc wolniej można zobaczyć i przeżyć dużo więcej. Przy okazji nie robiąc krzywdy naszym wiekowym motocyklom.

Przed Państwem ekipa motocyklowa w składzie:

 

1. Marek Malinowski, lat 49Markoś, info

Człowiek, od którego zaczęła się moja przygoda z motocyklami.
Jego Junak powodował,że za każdym razem biegłem do okna patrzeć, jak parkował pod blokiem. Do dzisiaj wierny weteranom, pojedzie K-750 z koszem.

„Pracowałem jako asystent w biurze projektowym , byłem kierownikiem stolarni, prowadziłem własną działalność gospodarczą projektując i produkując meble kuchenne. W roku 2005 zachorowałem na rzadką chorobę neurologiczną , zespół Guillaina- Barryego. W wyniku choroby zostałem całkowicie sparaliżowany. Po roku intensywnej rehabilitacji , mój stan zdrowia na tyle się poprawił, że poruszam się przy pomocy kuli łokciowej.
Obecnie pozostaję bez zatrudnienia i dorywczo zajmuje się projektami.
Od wielu lat moją wielką pasją są motocykle. Lubię składać motocykle, naprawiać je i jeździć nimi. Mimo mojej niepełnosprawności mogę rozwijać moją pasję , nadal pracuję przy moim motocyklu i wyruszam na wyprawy motocyklowe. Moja pasja pozwala zapomnieć o ułomności.”

 

2. Łukasz Hołowiński, lat 37Łukasz, info

Miłośnik metalu w każdej postaci, tak samo kocha Black Sabbath, jak swoją kolekcję motocykli przed, w trakcie i po remoncie. Posiadacz jedynej piwnicy w kraju, w której na jeden słoik przetworów
przypadają dwa motocykle.
Nie może się zdecydować,
którym pojechać, dlatego mówi
o Harleyu a siedzi na BMW.

„Jako radca prawny miałem własną kancelarię prawniczą do czasu, gdy jadąc motocyklem 20 listopada 2009 roku z podporządkowanej wyjechał mi opel astra. Złamana prawa ręka – operowana i składana na druty, złamana szyjka kości udowej prawej – zespolona na śruby. Nie zrosło się, wynikiem czego w lipcu 2010 roku kolejna operacja i wstawiona endoproteza stawu biodrowego pełna. Do tego doszła zakrzepica w prawej nodze oraz odwapnienie kości.
Z motocyklami związany jestem od szkoły podstawowej – pierwszy rumak to Pegaz, później Iż, Junaki, ruskie boksery z koszem, Harley-Davidson WLA, Awo-Simson, DKW i turystyczne Ducati.
Po wypadku nie przestałem dłubać przy starych motocyklach, a na wyprawę pojadę Harleyem z 1942 roku.”

 

3. Piotrek Kulawski, lat 43 Piotrek

Z takim nazwiskiem nie mogło go                     zabraknąć w Drużynie. Już raz go wyciągnąłem do Rumunii, był pierwszym, który przyjechał po mnie, kiedy miałem przygodę z psami. Po kilku godzinach snu wracał moim motocyklem, teraz będzie miał okazję zobaczyć coś więcej niż sufit w hotelowym pokoju.

„Mieszkam w drewnianej chacie w Rzeszowie. Mam dwoje ukochanych dzieci i świetną kobitkę. Jestem rencistą.. Moja historia związana z motocyklami rozpoczęła się w szkole podstawowej. Mój ojciec nabył i godnie używał NSU 350 OSL. Byłem wniebowzięty. Motocykli w moim życiu było kilka. Ważne z nich to Harley-Davidson WLA z 1942r. Harley-Davidson Springer z 1989r no i Ducati. 748 na tor i Sportclassic. Ten ostatni spełniał wszystkie moje marzenia. W weekendy taplałem się w błocie WRką 450. Było zawsze super. Na moto z moją ukochaną kobietką zjeździłem pół Europy i całą Polskę. Pamiętam każdą chwilę… Aż w marcu 2012 się nagle i niespodziewanie skończyło. W wyniku wypadku miałem złamanych dziewięć żeber, stłuczony mózg, otwarte złamanie lewej ręki oraz masywne uszkodzenie splotu ramiennego prawego. Jedno ze złamanych żeber przebiło prawe płuco. Pięć tygodni leżałem w farmakologicznej śpiączce, oddychając za pomocą respiratora. Do chwili obecnej nie mam czucia w prawej ręce. Nie mogę nią również poruszać. W związku z wypadkiem nie mogę pracować zawodowo i tym samym utrzymywać rodziny. Nie otrzymuję żadnego wynagrodzenia, a kasa szybko się kończyła . Pieniądze dostałem tylko od Pramerica. Dzięki środkom z polisy stanąłem trochę na nogach i zaczynam życie po nowemu.”

P.S. W ostatniej chwili okazało się, że Piotrek nie może jechać. Po raz pierwszy od wypadku zaproponowano mu pracę, którą miał zacząć dzień po starcie wyprawy. Duchem był z nami!

 

4. Wojtek ”Szyjka” Żurek, lat 50  Wojtek

99 szwów z takich,
czy innych powodów.
Kulawy ciałem, bogaty duchem. Raka pokonał Osiołkiem, po czym odleciał Sokołem.
Nie Millenium, niestety.
Tracił wzrok, pamięć, słuch i wątrobę nigdy nie tracąc
nadziei i pasji. 70% człowieka, 30% żelastwa i 100% motocyklowego hobby.

„Prawo jazdy A od 81r. wtedy też wyjechałem moim pierwszym odbudowanym wraz z bratem DKW 350. Mając 20 lat na starcie życia diagnoza – rak. A tu czeka do odbudowania R35. Cóż, krótka przerwa na chemię i pokonanie powikłań typu utrata wzroku, a po jego odzyskaniu amnezji . Dzięki bratu udało mi się zrobić osiołka i po 7 miesiącach od odzyskania wzroku pojechać nim na moje ukochane Mazury. Jako inwalida II gr.moje życie dalej było usłane różami, jednak zdarzenie z 2009r. mocno odbiło piętno na moje duszy. Wracając Sokołem z pobliskiego zlotu drogę zajechał mi biały Opel . Klasyczne czołowo -boczne . Uderzyłem motocyklem w błotnik auta , a twarzą w przednią szybę . Efekt – nie mam połowy motocykla a u mnie pęknięte powięzie mięśnia uda , martwica i konieczność usunięcia fragmentu uda . Startując do lotu koszącego zahaczyłem nogą o kierownicę. Cóż los tak chciał zwrócić moją uwagę na to, iż zarażony zostałem wirusem C (a że choroba przebiega bezobjawowo ) , cieszyłem się życiem nieświadom że moja wątroba zamienia się stopniowo w sieczkę . I to jest jedyna dobra strona tego zdarzenia . Badania w szpitalu potwierdziły wirusa i stanąłem do walki co poskutkowało po roku leczenia moim kolejnym zwycięstwem . Muszę zaznaczyć że moje wygrane z losem zawdzięczam miłości do motocykli , mojej mamie ,bratu i przyjaciołom motocyklistom. ”

 

 

5. Zdzisiek Sadoch, lat 62               

Spyder-Man, superbohater, w odróżnieniu od  Spider-Mana  jak najbardziej prawdziwy. I jeździ prawdziwym pojazdem motocyklowym tyle, że trzykołowym. Jeśli ktoś może powiedzieć, że wypadek i trwałe uszkodzenie ciała to nie koniec drogi, to właśnie Zdzisiek. Bo przecież kompas dalej działa a paliwo dalej krąży w żyłach.

Do Drużyny dołączył tydzień przed wyjazdem. Najstarszy z nas, ale duchem najmłodszy. Ciągle się uśmiecha, dowcipkuje, dusza człowiek, jednocześnie autor najbardziej trafionych tekstów podczas wywiadów przed kamerą.

 

 

6. Krzysiek Fulek, lat 40                 Krzysiu Fulek

Triumph woli nad …
Nad wszystkim
i ponad wszystko.
Zaczął od motorynki,
jak miał 14 lat.
Jedną nogą, ale całym sobą
w motocyklowym Raju.

„Rodzimy się z różnymi talentami i pasjami , każdy ma coś, jest niepowtarzalny i wyjątkowy, to po jakimś dłuższym czasie pojąłem! Pasja jest jak choroba zakaźna, niewyleczalna! Jak moje dolegliwości i braki, z którymi się urodziłem i ciągle zmagam! Brak 3 żeber, brak biodra, szczątkowe prawe, brak prawej nogi – elaborat można byłoby napisać. Liczne braki w fizycznym rozwoju to nic, na tym życie się nie kończy. Jak upadłeś to możesz powstać, bo zrobiłeś krok do przodu, nie na plecy !
Bo życie z pasją i celem w życiu ma tylko sens!!! Tak naprawdę nie wiem, skąd się pasja narodziła do motocykli? Pamiętam jak owego czasu mój kolega jeździł Hondą VFR i przewiózł mnie do Pszczyny Śląskiej- to było to, jak zapalnik przy bombie! Bammmmmmmmmmmmm poszło!!! Powiedziałem wtedy sobie i innym, że pewnego dnia kupię motocykl i dam radę tak samo, jak zdrowi jeździć!!! Po kilku latach miałem kilka motocykli sportowych i wszyscy byli zdziwieni. Chcieć to móc! Teraz po 8 latach przestoju, kupiłem znowu- udało się- serce wznieś ku temu co nie wyleczalne i piękne- siadasz na motocykl i resetujesz wszelkie problemy, jesteś tylko TY i DROGA,  na tym się skupiasz…”

 

7.Jarek”Franek” Frankowski, lat 45   TRANSF, Franek

pomysłodawca wyprawy,
filmowiec i autor bloga
o podróżach motocyklowych.
Kiedyś składał motocykle, teraz
złożył pierścień, tłok i cylinder.
Powstała wyjątkowa machina,
którą napędza wspólna pasja
członków Drużyny.

„To się w końcu musiało stać…
Z jednej strony kumple po wypadkach motocyklowych, z drugiej „kulawi”- niepełnosprawni, którzy sami tak o sobie mówią, a których poznałem w ciągu ostatniego roku. Niesamowici ludzie, w dodatku żyjący inaczej, niż to sobie wyobrażałem. Nie narzekają na swój los, nie marudzą, biorą życie jakim jest ciesząc się każdą chwilą. Nie oczekują pomocy, współczucia, użalania się nad nimi, chcą być traktowani jak wszyscy. Wycofani z wyścigu o nie wiadomo co i do nie wiadomo dokąd żyją tak, by żyć, nie mieć. Patrzę, podziwiam i się uczę. Słucham, rozmawiam i się dziwię za każdym razem coraz mniej. Że to normalni ludzie, że nie muszę się jakoś specjalnie zachowywać. Wracając z Mistrzostw Polski w kolarstwie czułem ulgę, że tutaj nic na siłę, że tu nie ma lepszych i gorszych, że jest świetny klimat i świetna ekipa.
Potem wyjazd na zawody w narciarstwie alpejskim, już jechałem jak do swoich. Wciągnąłem w tę zabawę kumpla od motorów, po ciężkim wypadku motocyklowym długo dochodził do zdrowia, potem nie mógł się odnaleźć jako kaleka. Wśród „kulawych” odżył, zobaczył, że można, że to nie koniec. Od dziecka jeździł na nartach i myślał, że już nigdy nie stanie na stoku. Nie dość, że stanął, to wziął udział w prawdziwych zawodach. Pierwszy raz założył numer startowy, jechał między tyczkami, słysząc spikera i doping publiczności. Przyjechał na końcu, ale widok jego roześmianych oczu- on tu wygrał. I będzie teraz wygrywał wszędzie…
A skoro tak- ruszamy, bo TO NIE KONIEC DROGI.
Tak między nami..
Droga dopiero się zaczyna…”

Kulawa druzyna

Przed nami 10 dni jazdy i 2500 km zabytkowymi i współczesnymi motocyklami. Jesteśmy gotowi na wszystko, ale może się okazać, że noc zastanie nas gdzieś w drodze. Bierzemy namiot, kuchenkę gazową i prowiant. Bierzemy również radość życia, wewnętrzną siłę i hart ducha. Przywieziemy moc wspomnień, zapasy energii na kolejne wyzwania oraz świadectwo, że ta droga nigdy się nie kończy… A że podróż spokojnym tempem może być pełna wrażeń niech świadczy te krótkie wspomnienie z drogi, od której zaczęło się wszystko:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s